Onieśmiela zapach deszczu i głębokiego wdechu, rozpusty płuc nie potrafię przyrównać do niczego. - A skrzydła to przecież krzyż. - Czasem, złożone, tak straszliwe ciążą. Nie zawsze można latać. Nie odgadując przeznaczeń, mijam pochylony przy lampie profil w oknie. W mojej głowie nuci się myśl, że gdyby to był francuski, oboje bylibyśmy szczęśliwsi. Sama świadomość istnienia prostuje moje białe palce. Wszystko powraca, lecz inne (jakby). Inny smak, trochę jak nieco starsze wino, tych samych kroków, nocy, deszczy, dźwięków, świtów. Wiosna. Obudziły się przyczajone w kącie dreszcze, czając się do skoku w mruczące futro. Latarnie uliczne tak cudownie podkreślają naszą nicość, gasnąc, gdy wchodzimy w obszar, który zwykle ogarniają swym światłem. Nowoczesne czujniki, wykrywające ruch, tak cudownie podkreślają naszą nicość. I gdy zapada mrok, możemy w ciemnościach widzieć wyraźniej własną jasność.
Nie wiesz, czy nie obudzimy się jutro, czy nie przyjdzie taki dzień, że założymy płaszcze i zejdziemy na dół po schodach. Nie będą długie, nie na tyle, by nas zniechęcić. Z zewnątrz będzie wiał cudowny chłód. Może już jutro, przyjdzie nam poznać bruk i pył Wiednia.
"Jak byłam mała, Mama mówiła nam, że jesteśmy bliźniaczkami. Do końca nie wiem dlaczego, ale zawsze wydawało się mi, że chodzi jej o ziemniaczki. Prze połowę swojego życia sądziłam, że jestem ziemniaczkiem!"
Jedzenie surowych ziemniaczków może przywrócić kontakt z rzeczywistością. O ile za rzeczywistość przyjmiemy ból, a jeżeli nie przyjmiemy? Gdzieś na trasie pomiędzy torami, a hipermarketem, słoneczną, zimną jesienią pasły się konie. W liczbie dwóch dokładniej rzecz biorąc. Czy mowa nie jest jedną z najbardziej niezwykłych rzeczy w naszej rzeczywistości? Dopóki nie padło "słowo-dźwięk-klucz" przechodzący nie czuli pod palcami miękkości zimowej, końskiej sierści, nie byli narażeni na groźne spojrzenia i zęby klaczy pilnującej zaspanego źrebaka.
"Nie bój się, nie uciekaj przed snem, bo sen to nic złego, nic takiego, nic wielkiego."
O poranku na moja ulicę spada deszczi nie potrafię dostrzec ani jej końca, ani twarzy nadchodzących. Wszystko w wirujących liściach, migotających w słońcu wyglądającym zza domów po drugiej stronie. Teraz czekać tylko środka jesieni. A może końca?
"...znajdę spokój,więcej wcale mi nie trzeba."
"Chęć popełnienia samobójstwa z powodu nieszczęśliwej miłości, indywidualizm, idealizacja - przeżyć, wspomnień, a także ludzi. Główny bohater jest niewątpliwie chory na „nieuleczalny romantyzm”. Wszystko pragnie przeżywać mocniej, każdy szczegół i drobiazg ma dla niego wartość. Urojenia, kierowanie się namiętnościami, lecz także pewna niezwykła szlachetność. „Patrzę poza to, co jest widoczne dla oka” – Don Juan w rozważaniach prawdy, istnienia i Boga dochodzi do wniosku, że na świecie, w życiu człowieka najważniejsza jest miłość. Postrzega ją w bardzo specyficzny sposób, odrzucony, nie odczuwa fizycznego przywiązania do ukochanej - Doña Any. Nazywa ją nadal swoją drugą połową, lecz nie mogąc być z nią pragnie sprawiać przyjemność innym kobietom, twierdząc, że każda z nich emanuje wewnętrzną urodą, która jest według niego prawdziwa, którą wynosi ponad piękno zewnętrzne. „Najwspanialszy kochanek świata”, czerpiąc ze swej romantycznej duszy pragnie by namiętność, pasja nigdy go nie opuszczały. Don Juan wydaje się być widzom na początku zabawny. Zabawny, aż do momentu w którym uświadamiają sobie, że także oni pragną wierzyć w miłość zapisaną w gwiazdach, w siłę słów."
Dla wszystkich starczy miejsca pod wielkim dachem nieba.
Jak to ładnie powiedział kiedyś pewien poeta. Może się jutro coś wydarzy. I pojedziemy w góry, całe białe od spojrzeń i westchnień. Popatrz, popatrz! Zanim ten nasz, mieszczański płatek śniegu opadnie na ziemię, tudzież w jej bliższe pobliże i zamieni się - najpierw - w bezładny kryształek lodu, a potem w kroplę wody - kiedy układa się na rękawie mojego płaszcza widać, że ma kształt wyjątkowej śnieżynki. Tak niepodobnej do innych, niepowtarzalnej. Przez kilka sekund, aż do roztopienia, na śmieć!
"Metro" w głośnikach. Przy muzyce jedynie spokój. Chciałabym zapytać się kiedyś niesłyszącego, czym dla niego jest muzyka. Nie chciałabym nigdy sama postawić się w takiej sytuacji, nie. Myślę, że może wyjaśnił by coś, czego osoba, którą otaczają dźwięki nie jest w stanie ubrać w słowa. Według tolkinowej mitologii Iluvatar właśnie poprzez muzykę okazywał swą boskość pierwszego, twórczą moc, podając tematy muzyczne Ainurom. "Muzyka i echa Muzyki rozległy się w Pustce, aż przestała być pustką." Muzyka na początku, muzyka na końcu? Kiedy tylko maluszek otwiera uszka w brzuchu mamy, już ma czego słuchać. Czy bez dźwięków, jest bez dźwięków? Czymże jest wygnanie, wygnanie od Muzyki? Pewne jest to, że jeżeli zobaczę jutro góry, ominą mnie całkiem przyzwoite harce głosów... i może jeszcze coś, jeszcze inne, jakiegoś głosu.
Ciepłe skarpetki wyprane. Kudłaty wyczesany całkiem niedawno. Zaskakujące telefony. I te wyczekane. I jeden, którego wciąż brak. Eric Emmanuel Shmitt. Plany na spojrzenia. Drogi, tyle dróg. Nie zgub się Przechodzący, nie zawierusz się nigdzie Przechodząca. Byłoby źle i bardziej zimno.